Proste gotowanie bez zbędnej filozofii

Świąteczne pierniczki

Na początku tego wpisu chciałabym przeprosić z całego serca wiernych czytelników (o ile tacy w ogóle istnieją ;)) za zdecydowanie zbyt długi czas oczekiwania na update – przeżywszy wir świątecznych przygotowań które odbiły mi się chorobą (tak, tak, Wigilię i 1. dzień Świąt przeleżałam w łóżku) obiecuję poprawę! (swoją drogą… hm… regularne dodawanie postów to dobry pomysł na postanowienie noworoczne…) Przechodząc jednak do tematu przewodniego dzisiejszego wpisu chciałabym zaprezentować Wam wspaniały przepis na aromatyczne pierniczki last minute – pozostawione na talerzyku wystarczająco zmiękną w przeciągu 2 dni, a do tego są łatwe i przyjemne w przygotowaniu – ciasto nie wymaga długiego wyrabiania, nie klei się do rąk i łatwo się rozwałkowuje – prawdziwa cud miód malina! 🙂 Sekretna receptura pochodzi od mojej koleżanki Kasi.

Składniki na 3 blachy ciasteczek:

  • 0,5 kg mąki pszennej,
  • 100 g masła,
  • 2 jaja,
  • szczypta soli,
  • 20 dag miodu,
  • niepełna szklanka cukru,
  • 1,5 – 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej,
  • 2 opakowania przyprawy do piernika.

Masło i miód rozpuszczamy w rondelku, po czym odstawiamy do ostygnięcia. Mąkę mieszamy z cukrem, solą, proszkiem do pieczenia i przyprawami, po czym wbijamy jajka, dolewamy masło z miodem i wyrabiamy ciasto. Ciasto dzielimy na 3 porcje jednakowej wielkości, schładzamy w lodówce około godziny (jest to jednak warunek niekonieczny). Przed wałkowaniem ciasto oprószamy mąką; wałkujemy na grubość 3-6 mm, wycinamy wymarzone kształty i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 8-10 minut. Do dekoracji ostygniętych ciasteczek z powodzeniem możemy wykorzystać lukier z Piernikowych muffinek z wiśniami, zwiększając ilość cukru nawet do 200 g na białko. Smacznego! 🙂

Szyszki

Szyszki – prawdziwie oldschoolowy smakołyk, kilkanaście lat temu obecny w prawie każdym domu na komuniach czy imieninach. Zaznaczam – prawie każdym, bo jako dziecko zawsze żałowałam, że mogę je zjeść tylko jako gość w czyimś domu – moja mama specjalizowała się raczej w waflu przekładanym domowym kremem kakaowym (który, notabene, również uwielbiam), lecz jak na złość nigdy szyszek robić nie chciała. Lata minęły, o szyszkach wszyscy zapomnieli – może jednak warto powspominać krótko ten deser wgryzając się w „styropian” oblany słodką masą? 😉


Składniki na około 20-25 niedużych szyszek:

  • 170 g krówek,
  • 100 g masła (zdecydowanie można dać mniej, zrównoważając to dodaniem większej ilości krówek),
  • 100 g ryżu preparowanego.

Krówki i masło wrzucamy do garnka, doprowadzamy do rozpuszczenia składników na niewielkim ogniu, po czym doprowadzamy do zagotowania – powstanie jednolita masa krówkowa. Masę zdejmujemy z ognia, do garnka dosypujemy ryż, dokładnie mieszamy go z masą po czym formujemy w rękach kuleczki lub szyszki. Wilgotne szyszki układamy na talerzach (bez obaw – nie przykleją się na tyle, by sprawić problem z ich odklejeniem); powinny być suche po pół godziny. Smacznego! 🙂

Ciasteczka korzenne

Długo zastanawiałam się jaką zrobić niespodziankę mikołajkową Pewnej Wyjątkowej Osobie – nie chciałam jednak postawić wyłącznie na artykuły powszechnie dostępne w sklepach, dlatego też zdecydowałam się zrobić coś: a) od serca, b) co umiem robić dobrze. Wybór padł oczywiście na ciasteczka, których wyrób jest co prawda bardzo pracochłonny, ale jednocześnie sprawiający mnóstwo frajdy. Zarówno mnie, jak i znajomemu łasuchowi przypadły do gustu – a czy to nie jest najlepszą zapłatą za włożony trud? 🙂 Przepis pochodzi z bloga Świat od kuchni.

Składniki na 3-4 blachy:

  • 1 jajko,
  • 10 dag cukru białego,
  • 20 dag masła,
  • 50 ml płynnego miodu,
  • łyżeczka proszku do pieczenia,
  • opakowanie przyprawy korzennej (mieszanki przypraw do piernika lub podobnej).

Jajko ucieramy z cukrem na puszystą masę, po czym dodajemy masło i miód – za każdym razem dokładnie ucierając (scukrzony miód należy przed dodaniem doprowadzić do płynnej formy, np. wstawiając kieliszek do ciepłej wody na kilka minut). Mąkę mieszamy z przyprawą korzenną, po czym dodajemy do masy maślanej. Całość dokładnie mieszamy mikserem (powstanie grudkowaty proszek), po czym szybko zagniatamy w jedną dużą lub 3-4 mniejsze kule. Ciasto odstawiamy do schłodzenia do lodówki na godzinę.

Po schłodzeniu ciasto rozwałkowujemy równo na grubość ok. 5 mm, foremkami wycinamy pożądane kształty (wskazówka: dziurkę na tasiemkę do zawieszenia na choince możemy zrobić słomką do napojów) i przekładamy na natłuszczoną blachę. Pieczemy 10-15 minut w temp. 180 stopni. Ciasteczka dobrze się przechowują; bezpośrednio po upieczeniu są twarde, zaś wystarczy je wyłożyć na talerzyk na kilka dni by zyskały pożądaną miękkość.

Przepis na lukier do zdobień znajduje się tutaj.

Przyszedł ostatni miesiąc roku, kiedy za oknem ciemno, buro, ciężarówka znanego gazowanego napoju jest już w drodze, a w sklepach piętrzą się góry mandarynek. Uznałam więc, że czas na małe „pierniczenie”, dlatego też ten wpis i kolejny, ku uciesze wielbicieli cynamonu, poświęcone będą korzennym smakom. Dzisiejsza propozycja to piernikowe muffinki z wiśniami; przepis sprzed modyfikacji pochodzi z bloga moje pasje. Zapraszam do wypróbowania! 🙂

Składniki na 12 sztuk:

  • 250 g pszennej mąki pełnoziarnistej,
  • 1/2 łyżeczki sody,
  • łyżeczka proszku do pieczenia,
  • opakowanie przyprawy korzennej,
  • łyżeczka cynamonu,
  • 50 g białego cukru,
  • 50 g brązowego cukru,
  • 1 jajko,
  • 1 żółtko,
  • 220 ml mleka,
  • 6 łyżek oleju
  • wiśnie w syropie (nadzienie).

Oddzielnie mieszamy składniki suche i składniki mokre. Następnie do składników suchych wlewamy mokre, mieszamy niedbale, by ciasto pozostało grudkowate. Formę na muffinki wykładami papilotkami; do każdego z gniazd nakładamy czubatą łyżkę ciasta, 5-6 wiśni, po czym przykrywamy kolejną porcją ciasta do 4/5 wysokości gniazda. Babeczki pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni przez około 25 minut, po czym studzimy na kratce i ostygnięte lukrujemy.

Składniki na lukier:

  • pozostałe białko,
  • 100-150 g cukru pudru (w zależności od wielkości białka).

Białko ucieramy z cukrem pudrem na białą, gładką, jednolitą masę. Gęstość pożądanego lukru regulujemy poprzez zmniejszenie lub zwiększenie ilości cukru pudru. Lukier jest gotowy do użycia od razu po przygotowaniu; może być przechowywany w lodówce około tygodnia od przyrządzenia (najlepiej w słoiczku).

Pralinki kokosowe

Inspiracją dla tych pralinek był przepis wygrzebany na blogu Lubię gotować – zależało mi jednak na czymś stosunkowo niskokalorycznym, co nie będzie powodować wyrzutów sumienia po zjedzeniu. W tym celu serek mascarpone zastąpiłam homogenizowanym, a cukier – śmietankowymi wafelkami, ostatecznie uzyskując kaloryczność na poziomie około 250 kcal/100 g (35 kcal na pralinkę). Kuleczki są niezbyt słodkie, o oryginalnym smaku – częstujący się nimi po raz pierwszy nie byli w stanie zidentyfikować składników 😉

Składniki (na około 35 kuleczek):

  • 100 g wiórków kokosowych + wiórki do obtoczenia (50 g?)
  • 210 g serka homogenizowanego (u mnie „doniczka” od Małego Głoda ;))
  • 90 g wafelków śmietankowych

Wafelki dokładnie kruszymy, np. tłuczkiem do mięsa, najlepiej nie otwierając wcześniej paczki – w ten sposób się nam nie rozsypią po całej kuchni. Rozkruszone wsypujemy do miseczki, dodajemy wiórki, mieszamy do wymieszania składników, po czym dodajemy serek. Całość mieszamy do połączenia składników – uzyskamy gliniastą masę, która bardzo łatwo da nam się formować w kulki. Gotowe kuleczki obtaczamy w kokosie; pralinki przechowujemy w lodówce. Smacznego!

Cieplutkie, niemoralnie słodko pachnące, w sam raz na mglistą szarugę za oknem – któż się mu oprze? Przyznam szczerze, że od dawna przymierzałam się do zrobienia deseru tego typu, ale skutecznie powstrzymywał mnie przed tym fakt braku kokilek. Problemu ten został jednak rozwiązany przez Asię i prezent urodzinowy, którym mnie obdarowała (dziękuję! :)) – tak oto powstało crumble mojego pomysłu 🙂

Składniki (na 2 osoby, kokilki o średnicy 9 cm):

  • 2 małe jabłka,
  • garść rodzynek,
  • łyżeczka oliwy z oliwek,
  • 1,5 łyżki mąki,
  • 2 łyżki cukru,
  • 1/3 łyżeczki cynamonu,
  • plasterek masła (~5 g).

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy na małe kawałki, wraz z rodzynkami podduszamy na oliwie i kilku łyżkach wody przez kilka minut pod pokrywką (np. na patelni). Pod koniec duszenia odkrywamy jabłka, dodajemy łyżeczkę cukru i czekamy, aż cukier się rozpuści i lekko skarmelizuje. Jabłka przekładamy do kokilek, po czym z pozostałych składników zagniatamy cynamonową kruszonkę. Kruszonką posypujemy równomiernie owocowe nadzienie; całość pieczemy około 15 minut w temperaturze 200 stopni Celsjusza (aż do zarumienienia kruszonki). Smacznego! 🙂

Lemon curd

Przyznaję się bez bicia – nigdy nie jadłam wersji oryginalnej ani nie potrafię nawet sobie wyobrazić, jak mogłaby smakować (100 g masła na ilość kremu odpowiadającą pojemności szklanki!), jednak „odchudzony” przepis na blogu Moje wypieki skutecznie zachęcił mnie do wypróbowania tego cuda. Efektem jest budyniowato-kisielowaty krem o silnie cytrynowym smaku i zapachu, będący dobrym dodatkiem do kruchych ciasteczek, muffinek, wafelków, tortów i różnego rodzaju deserów. Amatorom kwaśnych słodyczy – polecam!

Składniki:

  • sok wyciśnięty z 3 cytryn i otarta z nich skórka,
  • 2 żółtka,
  • 2 jaja,
  • 200 g cukru,
  • łyżka mąki ziemniaczanej,
  • łyżka oliwy.

Wszystkie składniki, z wyłączeniem oliwy, umieszczamy w garnuszku i zagotowujemy, ciągle mieszając. Pod doprowadzeniu składników do wrzenia gotowanie kontynuujemy przez następne 2 minuty, po czym dodajemy oliwę. Całą mieszaninę gotujemy przez kolejne 2 minuty, po czym możemy przełożyć ją do słoiczków. Krem można przechowywać w lodówce ok. tygodnia.